Logo
Szukaj
Witaj Nieznajomy

» Język
Pl
» Menu główne
Start
Filmy
Dramy
Ludzie Kina
Premiery kinowe
Premiery DVD
Recenzje
News
Forum
Użytkownicy
Linki
Statystyki
Kontakt

» Badź na bieżąco
Feed Wiadomości
Feed Ostatnio dodane

» Statystyki
Filmów: 561
Dram: 68
Ludzie Kina: 2738
Użytkowników: 1773
© 2008 - 2012 Wojciech Okuszko
Code: Neider
Design: PsiForm.net
Dodaj własną recenzję

Save the Green Planet (2003) - 지구를 지켜라!
Użytkownik: krzysztov
Data: 14 lutego 2009 10:57:33 UTC
Obcy są wśród nas

Obcy są wśród nas. Co do tego nie ma wątpliwości Lee Byeong-gu, bohater filmu Jang Joon-hwana pt. „Save The Green Planet”. Ale w pewnym sensie sam jest obcy. Obcość można rozumieć na wiele sposobów, a ta która odnosi się do Byeong-gu wyraża się w alienacji, w marginalizacji i wykorzenieniu ze społeczeństwa. Społeczeństwo bowiem nie przyznaje się do szaleńców, paranoików, fanatycznych wyznawców spiskowych teorii czy wszystkich innych osób, których zachowanie nie przystaje do społecznych norm. Co więcej „nieprzystosowani”, przez swą nie dająca się kontrolować nieobliczalność, zagrażają społecznemu porządkowi. Mogą wywoływać chaos i anarchię na skalę kraju, albo tylko popełniać różnego rodzaju przestępstwa na skalę indywidualną. Byeong-gu jest właśnie przestępcą, i to najgorszym z możliwych, bo wielokrotnym mordercą. Ale on bynajmniej z tego powodu nie ma wyrzutów sumienia. W jego przekonaniu nie czyni niczego złego, a wręcz przeciwnie - eliminując kosmitów pod ludzką postacią oczyszcza Ziemię z niebezpiecznych dla ludzi przybyszów z kosmosu. Nieświadomość własnej choroby, popychającej - tak jak w tym filmowym przypadku - do krzywdzenia niewinnych ludzi to typowy objaw schizofrenii paranoidalnej, na którą niewątpliwie cierpi główny bohater. „To świat, to ludzie, to otoczenie jest chore, a nie ja” - tak myślą schizofrenicy i tak myśli Byeong-gu, głęboko przekonany, że przejrzał na wskroś niecne zamiary kosmicznych najeźdźców, knujących spisek przeciw naszej planecie. Oto wymiar wyobcowania bohatera - jego choroba, urojenia i żądza zemsty. Szaleństwo Byeong-gu nie ma bowiem w sobie nic romantycznego, to tak naprawdę odwet na społeczeństwie, które odrzuciło bohatera. W serii retrospekcji dowiadujemy się, że życie nie oszczędzało Byeong-gu, ale ludzie, których spotykał na swojej drodze również mieli swój udział w tym, że stało się ono piekłem. Społeczeństwo nie toleruje nie tylko tych, którzy mu zagrażają, lecz także tych, którzy są słabi. Tak jak Byeong-gu, od najmłodszych lat będący ofiarą przemocy ze strony silniejszych. Ale w końcu naszedł czas wyrównania rachunków. I to nic, że traumatyczna przeszłość i pragnienie zemsty przemieniły go w szaleńca, szaleństwo tylko pomogło oszukać sumienie, pozbyć się moralnych hamulców, których nie mieli jego dawni oprawcy. Bo nie ma znaczenia czy jest się katem czy ofiarą, czy jest się porywaczem, czy porwanym - wszyscy stoimy po tej same stronie. Mrocznej stronie ludzkiej natury.

I tak oto dotarliśmy, do moim zdaniem, najważniejszej, myśli „Save The Green Planet”. Chodzi o „gen przemocy”, o którym mówi jeden z bohaterów. Ale rzecz nie tylko w skłonności ludzkiej rasy do często niczym nie motywowanej przemocy, lecz w szerszym uniwersalnym wymiarze. Chodzi bowiem o zło tkwiące w człowieku, które przy sprzyjających okolicznościach wypełza i sieje zniszczenie. „Sprzyjające okoliczności” mogą być najróżniejsze, ale żadne z nich nie możemy uznać za „usprawiedliwiające”. Osobista tragedia, chęć zemsty, ani nawet konieczność ratowania życia nie anulują zła w duszy człowieka. Kang Min-shik, ofiara Byeong-gu jest tak samo winna, jak jego oprawca. Nikt nie jest bez winny, bo wszyscy są skażeni „genem przemocy”, genem „zła”. Tytuł filmu jest przewrotny i gorzko ironiczny, zwłaszcza w kontekście znakomitego finału. Choć tytuł brzmi proekologicznie, nie tylko na ekologię mamy zwrócić uwagę, ale na naszą „genetyczną”, jedyną wśród wszystkich żywych stworzeń, skłonność do agresji. To nie Obcy zagrażają ludzkości, to ludzkość zagraża sam sobie. Ratujmy zatem Zieloną Planetę, dopóki do reszty jej nie zniszczyliśmy nienawiścią, żądzą władzy i szaleństwem.

tę myśl, choć nie jest to jedyne przesłanie, jakie do nas kieruje reżyser, ubrane zostało w efektowną wielogatunkową formę. Odnajdziemy w „Save The Green Planet” elementy
dramatu (najwięcej), science-fiction, thrillera, kryminału, komedii (ale bardzo czarnej i zaprawionej goryczą). Filmowe mieszanki (jakby było mało, to mamy tu również stylistyczny kogel mogel wyrażający się w korzystaniu z różnych technik filmowania). to ciężki kawaęłk chleba, bardzo często wychodzi z niego niestrawny zakalce. Ale nie w przypadku filmu Joon-hwana. W jego filmie wszystko zgrabnie ze sobą się łączy i chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Zasługa w tym znakomitego scenarzysty Lee Dong-joon („Shiri”, „A Family”), który stworzył historię precyzyjnie obmyślaną, klarowną, trzymającą w napięciu, a przy tym głęboko poruszającą. Ale w poczet zasłużonych, którzy przyczynili się do ogromnego artystycznego sukcesu ( łącznie dziewięć nagród na międzynarodowych festiwalach) przyczyniła się także błyskotliwa reżysera Joon-hwana oraz wyśmienici aktorzy na czele z rewelacyjnym Sin Ha-gyoonem w roli Byeong-gu. Jego bohater wzbudza w widzach całą gamą skrjanych emocji - wposłczujemy mi i nienawidzimy, śmiejemy się z jego obłąkańczych teorii i jesteśmy przerażeni jego determinacją w iduwodnieniu swoich chorych racji,. To postać z jednej strony tragiczna, z drugiej żałosna w swoich ludzkich słabościach. Groteskowa i przerażająca, ale jakby jej nie określić zapada w pamięć. Podobnie jest z postacią Kang Man-shika w świetnej kreacji Baek Yoon-sika. Ale dobra sprawę moglibyśmy wymienić tak całą aktorską obsadę, bo wszyscy spisali się bez zarzutu.

„Save The Green Planet” ma jedną szczególną cechę, która wyróżnia go spośród innych sprawnie zrealizowanych, bezbłędnie zagranych i nie zanudzających widza filmów. Potrafi prawdziwie głęboko poruszyć.